Eksperyment Milgrama – potęga autorytetu

Szacunkowa liczba osób, które straciły życie w obozie koncentracyjnym Auschwitz wynosi, według różnych szacunków, od 1,5 miliona do 4 milionów ludzi. Był to jeden z sześciu obozów zagłady, usytuowanych w okupowanej Polsce. Mimo swej wstrząsającej wymowy, liczby nie oddają skali tej niesamowitej tragedii. Kim byli oprawcy, którzy przyczynili się do ich śmierci? Skąd wyłoniono tysiące nieludzkich potworów, które kontrolowały ten zbrodniczy proceder? A może byli to zwykli ludzie, którzy tylko wykonywali rozkazy…?

Nad tymi pytaniami głowił się Stanley Milgram, amerykański psycholog społeczny. Rozważania te zaowocowały w 1961 roku serią eksperymentów, które badały zjawisko ślepego posłuszeństwa wobec autorytetów. Czy zwyczajni ludzie, wykonując rozkazy, są w stanie zrobić drugiej osobie krzywdę? Początkowo badacz chciał przeprowadzić swój eksperyment w Stanach, a następnie powtórzyć go w Niemczech. Pierwsze wyniki, jakie uzyskał, potwierdziły jego fatalistyczne przypuszczenia na tyle, że nie wydawało mu się to już potrzebne…

Przebieg eksperymentu

Wyobraź sobie, że w jednej z gazet znajdujesz ogłoszenie mówiące o tym, że miejscowy uniwersytet poszukuje ochotników do badania. Przedmiotem eksperymentu będzie wpływ kar na uczenie się. Dodatkowo oferowane jest wynagrodzenie w kwocie 100 zł. Dużo, niedużo – w ogłoszeniu zaznaczone jest, że dostaniesz je niezależnie od tego, jak doświadczenie się potoczy. Brzmi zachęcająco? No to do dzieła! W pomieszczeniu, do którego przyprowadza cię poważny naukowiec w białym kitlu, spotykasz sympatycznego mężczyznę w średnim wieku. Następuje losowanie. Tobie przypada w udziale rola nauczyciela. On natomiast będzie twoim uczniem. Zadanie jest proste – musisz sprawdzić, czy uczeń będzie w stanie poprawnie zapamiętać prezentowane przez ciebie pary wyrazów. Gdzie jest haczyk? Otóż jeśli się pomyli, otrzyma wstrząs elektryczny. Panel sterujący przed tobą posiada skalę zaczynającą się na 15V, a kończącą się na 450V. Jej stopnie są opisane, począwszy od „słaby wstrząs”, poprzez „niebezpieczeństwo: bardzo silny wstrząs”, na tajemniczym „XXX” kończąc.  Twoim zadaniem będzie zwiększanie kary stopniowo, o 15V. Na próbę otrzymujesz wstrząs o napięciu 45V. Au! Nic przyjemnego. W międzyczasie sympatyczny facet po drugiej stronie szyby upewnia się, że nic mu nie grozi, bo, jak mówi „ma problemy z sercem”. W rzeczywistości jest on jednym ze współpracowników, którego zadaniem jest jak najbardziej realistyczne odgrywanie swojej roli. Będzie udawał, że faktycznie jest kopany prądem – ty jednak o tym nie wiesz. W odpowiedzi słyszy, że wstrząsy, choć bolesne, nie powodują uszkodzenia tkanek. Zaczynamy! Na początku idzie nieźle, mężczyzna sprawnie odpowiada na twoje pytania. Im dłużej jednak go egzaminujesz, tym więcej robi pomyłek. Chcąc nie chcąc, wymierzasz mu wstrząsy. Przy 75V słyszysz pierwszy okrzyk bólu. Z niepokojem patrzysz na niewzruszonego naukowca. „Proszę kontynuować”, mówi. Każda kolejna pomyłka jest dla twojego ucznia coraz bardziej bolesna. Przy 195V zaczyna błagać, abyście go wypuścili. Krzyczy. Zaczyna uskarżać się na bóle w sercu, wydaje z siebie rozdzierające okrzyki bólu. Niewzruszony naukowiec spokojnym głosem mówi, że przeprowadzanie eksperymentu to absolutna konieczność. Co robisz? Kontynuujesz?

Ta wizja wydaje ci się niedorzeczna?

Nic dziwnego. Przed przeprowadzeniem badania, Milgram poprosił studentów psychologii, psychiatrów oraz dorosłych z klasy średniej o oszacowanie, ilu badanych zastosuje najsilniejszy wstrząs o sile 450V. Ich przewidywanie były podobne, zakładali, że do takiego drastycznego kroku posunie się jedynie 1% badanych. Rzeczywiste wyniki przeszły jego najśmielsze oczekiwania. Średnie maksymalne natężenie wstrząsów wyniosło 360V. Aż 62,5% badanych zaserwowało swojemu uczniowi najsilniejszy wstrząs. 80% kontynuowało nawet wtedy, gdy uczeń uskarżał się na kłopoty z sercem, krzyczał, aby go wypuszczono. Jak to możliwe, że zadawali drugiej osobie taki ból? Możesz pomyśleć, że byli to sadyści, czy niewrażliwi psychopaci. Sęk w tym, że spora część badanych okazywała ogromny niepokój. Trzęsły im się dłonie, obgryzali paznokcie, pocili się, przygryzali wargi aż do krwi. A jednak kontynuowali badanie…

Siła autorytetu

Badania Milgrama ukazały, jak ogromne znaczenie ma dla ludzi postać autorytetu. Postać poważnego, ubranego na biało naukowca, który przecież nikomu nie groził i nikogo nie zmuszał siłą do serwowania wstrząsów, okazała się kluczowa. Badani nie potrafili się zorientować, kiedy norma, mówiąca o tym, że należy być posłusznym wobec autorytetów, zaczynała kłócić się z normą nadrzędną – mówiącą o tym, że nie wolno skrzywdzić drugiej osoby. Znaczenie w tej sytuacji mógł mieć fakt, że siłę wstrząsu zwiększano stopniowo, o pozornie nieznaczną wielość. Badani musieli też działać szybko, na bieżąco analizując odpowiedzi ucznia. Wszystkie te czynniki złożyły się na sytuację, w której sprzeciwienie się osobie badacza graniczyło z cudem.

Na ogół uleganie autorytetowi przynosi nam praktyczne, pożyteczne skutki. Rodzice, nauczyciele – to osoby, które chcąc naszego dobra nieraz zakazują nam czegoś lub wskazują właściwą drogę. W dorosłym życiu również przestrzegamy tych zasad. Autorytetem stają się nasi przełożeni, odpowiednie służby, prawnicy. Ulegamy ich autorytetowi bo nie posiadamy wiedzy w jakiejś dziedzinie, czy po prostu pozwalamy, aby nasz mózg poszedł niejako „na skróty”. Jak pokazuje to iście wstrząsające badanie, czasem warto pozwolić sobie jednak na chwilę refleksji i kwestionowania tego, co mówią do nas mądre głowy.

Literatura:
Psychologia społeczna. Serce i umysł, E. Aronson, T.D. Wison, R. Akert
Wywieranie wpływu na ludzi, R. Cialdini

 

Poczytaj także o innych eksperymentach:

O małym Albercie i jego reakcji na warunkowanie pisaliśmy tu.
O eksperymencie Rosenhana, który dowiódł, że niełatwo jest dobrze zdiagnozować chorobę psychiczną pisaliśmy w artykule „Kto tu właściwie zwariował?”. 
O wyuczonej agresji i słynnym badaniu Bandury pisaliśmy tutaj.
O tym, jak ważne jest dla nas zdanie innych ludzi pisaliśmy w artykule „Eksperyment Ascha – potęga konformizmu”.
O tym, skąd bierze się miłość i eksperymencie Barlowa pisaliśmy tutaj.
Kij, marchewka i psy Pawłowa, czyli rzecz o warunkowaniu. 
O najgłośniejszym eksperymencie ostatnich lat, czyli o eksperymencie więziennym prof. Zimbardo pisaliśmy tutaj.

Komuś z twoich znajomych przyda się wiedza zawarta w artykule? Powiadom ich o tym! Używając poniższych ikonek. No i nie zaszkodzi polubić 😉

Komentarze
Akceptuję regulamin komentarzy i użytkowania portalu rozumnie.pl

Skomentuj jako pierwszy.