Czarne czy białe?

Sala wypełniona ludźmi. Mieszkańcy kolejną godzinę dyskutują, czy na terenie dzielnicy powstanie nowa placówka znanej sieci sklepów spożywczych. Sala błyskawicznie podzieliła się na przeciwników i zwolenników sklepów. Teraz słychać tylko: „Ja pani nie przerywałem!”, „Z tym cwaniakiem nie ma co gadać” i temu podobne wypowiedzi. Żadna strona nie dopuszcza do siebie argumentów strony przeciwnej. Co teraz?

Nawet jeśli jakiś argument zdaje się brzmieć sensownie, nie jest brany pod uwagę ze względu na to, przez kogo jest wypowiadany. Nikt nie myśli zmieniać stanowiska. Obie strony raczej upewniają się w swoich twierdzeniach i nikt ich już nie przekona, że „białe to białe, a czarne – czarne”. Sytuacja jest patowa. Skąd my to znamy?

Czy dyskusja mogła potoczyć się inaczej?

Pewnym jest, że mamy tendencje do obrony swojego stanowiska. Obrony dopiero co przez siebie wydanego osądu. Dotoczy to również ludzi nieprzeciętnych o ugruntowanej pozycji, a może szczególnie ich. Podczas dyskusji zazwyczaj bronimy nie tylko swojej racji ale i swojego ego. To my zajęliśmy takie stanowisko, a więc wycofanie się traktujemy jako osobistą porażkę. Argumenty przeciw naszej tezie to osobiste policzki. Brniemy, nie dostrzegając nawet, jak w celu obrony swoich racji zaczynamy obrażać naszych adwersarzy, a oni odpłacają nam pięknym za nadobne. Już nie ważne co zostało powiedziane, ale kto to powiedział. Z czasem w takiej dyskusji nie chodzi o to, które rozwiązanie jest lepsze dla wszystkich, byle tylko nasze było na wierzchu. Mamy również tendencję do widzenia świata spolaryzowanego – białe przeciwne czarnemu. Złe albo dobre. Plusy i minusy.

Czarne i białe

No, właśnie, a gdyby tą zdolność do polaryzacji obrócić na naszą korzyść? Pyskówki, z wyścigami kto kogo bardziej obrazi, zamienić we wspólne wyszukiwanie argumentów za i przeciw.
Jest taka prosta technika, którą w zależności od wersji można nazwać : Za lub przeciw, Plusy i minusy, Czarne i białeW przypadku dużego zebrania potrzebna będzie tablica lub rzutnik. Kartka papieru w przypadku paru osób. Dzielimy tablicę na dwie części. Zawsze z prawej ZA, z lewej PRZECIW. Zaraz po rozpoczęciu spotkania, zanim zacznie dochodzić do utarczek słownych, zanim uwypukli się, kto jaką ideę reprezentuje i kto jakie stanowisko wspiera, prowadzący spotkanie poleca ludziom podawać argumenty za i przeciw. Wszystko jest zapisywane po jednej ze stron tablicy. Prowadzący stara się  moderować spotkanie tak, by wszyscy uczestnicy wymieniali argumenty za i przeciw. Waga argumentów nie ma znaczenia. W tabelce możemy również mieszać rodzaj argumentów. Obok faktów możemy wymieniać domysły, przypuszczenia i argumenty emocjonalne. Warunek jest jeden – muszą być za albo przeciw. Z czasem wszystkie plusy i minusy zdają się wymienione. Wtedy przychodzi czas na odczytanie wszystkich za i przeciw i ich analizę. Zdarza się, że na tym etapie dochodzą jakieś argumenty. Wszystko skrzętnie notujemy. Nie zawadzi raz jeszcze wszystko odczytać. Teraz każdy może wyrobić sobie własne zdanie. W tym momencie prowadzący wzywa do głosowania. Kto za, kto przeciw, kto się wstrzymał. Merytorycznie, miło, łatwo i przyjemnie. Technika jest tak prosta, że nawet nauczone jej dzieci chętnie z niej korzystają, by przekonać dorosłych do swoich racji. A oto prawdziwy przykład rodzinnych rozważań:  tabelka – posiadanie i nieposiadanie psa.

Opisywane narzędzie jest niezwykle efektywne ze względu na swoją prostotę i skuteczność. Zaletą techniki jest to, że widzimy jednocześnie wszystkie argumenty za i przeciw. Możliwość ich ciągłego powtarzania i analizowania – nie zapomnimy o niczym – poszerza naszą percepcję. Eliminuje to asymetrię informacji, do której próbują doprowadzić dobrzy mówcy – czyli bagatelizowanie jednych informacji, a powiększanie wagi innych – korzystnych dla mówiącego. Dodatkowo technika pomaga ukierunkować uwagę na problem. Podczas jej stosowania zwykle nie dochodzi do formułowania argumentów, mogących urazić któregoś  z dyskutujących. Nikt nie czuje się zobowiązany do obrony swoich racji, a przez to, do obrony swojego ego.
Przy wszystkich swoich zaletach omawiane narzędzie jest dosyć powierzchowne. Istnieją bardziej skomplikowane, a przez to dokładniejsze narzędzia wspierające analizowanie wnioskowania – jak choćby analiza SWOT, czy metoda sześciu myślowych kapeluszy Edwarda de Bono.
A zalety? Omawiana technika szczególnie polecana jest dzieciom i ich rodzicom. Jest łatwa do zrozumienia. Uczy dzieci myślenia i pozwala  czasami coś wytargować od rodziców, znajdując błędy w rozumowaniu dorosłych. Jest również znakomita dla managerów korporacji. Jeśli na zebraniu mamy kilku samców alfa przebranych w korporacyjne uniformy, jak sugeruje pan Richard Conniff w książce Naturalna Historia Bogaczy, niewiele różniących się od goryli walczących o dominację, to może być ciężko podjąć właściwą decyzję. W takiej sytuacji nieważne co jest dobrym rozwiązaniem, tylko kto jest ważniejszy, kto co zaproponował, kto przy czym obstaje. Technika ta dzięki swej prostocie, łatwości wytłumaczenia i zastosowania, również doskonale sprawdza się podczas spotkań i narad z grupą obcych ludzi.
Być może zatem, zanim dojdzie do nic nie wnoszącej utarczki słownej, podejdź do tablicy, podziel ją na dwie części, by zapisać białe i czarne, dochodząc do wspólnych wniosków.

Przeczytaj także:

Dowiedz się, jakie są różnice w porozumiewaniu się kobiet i mężczyzn.
O tym, że nie warto wyciągać telefonu, gdy z kimś rozmawiamy.
O tym jak wygląda język psychopatów.
Dlaczego nie możemy się porozumieć, czyli asymetrie w rozmowie.

Komuś z twoich znajomych przyda się wiedza zawarta w artykule? Powiadom ich o tym! Używając poniższych ikonek. No i nie zaszkodzi polubić 😉

Komentarze
Akceptuję regulamin komentarzy i użytkowania portalu rozumnie.pl

Skomentuj jako pierwszy.