Efekt autorytetu

Chyba nigdy w życiu nie miał tylu pieniędzy. Zawsze zbierał, odkładał, gdy powoli piął się po szczeblach kariery, ale nigdy nie uzbierał takiej sumy. Gdy sprzedał mieszkanie po matce stwierdził, że musi w coś zainwestować. Tak po prostu. Wszyscy mówią przecież, że trzeba w coś inwestować, złoto, wino, obligacje, żeby nie trzymać pieniędzy w skarpecie. Żeby ich inflacja nie zżerała.

 

Efekt autorytetu na przykładzie

Gdy przeglądał gazetę natrafił na ogłoszenie o wykładzie otwartym „Jak inwestować w trudnych czasach?”. Uznał, że powinien na niego pójść, zwłaszcza, że na inwestowaniu prawie się nie znał. Prowadzącym wykład miał być dr Malinowski, szef funduszu powierniczego. „Posłuchać co mówią profesjonaliści nie zaszkodzi”, pomyślał.

Nazajutrz trafił pod wskazany adres. Wszedł do nowoczesnego budynku. Portier uprzejmie zapytał o cel wizyty, a potem poprowadził korytarzami, po marmurowych posadzkach. Było cicho i czysto.  – To tutaj. – powiedział portier i wskazał ręką na drzwi – może pan wejść.
Wszedł do przestronnej sali, na niewielkim podwyższeniu stał mikrofon na statywie, z którego miał korzystać prowadzący wykład. Duża część miejsc wśród widowni była już zajęta. Gdy usiadł, zaczął przypatrywać się osobom siedzącym na sali. Byli to w większości mężczyźni, eleganccy, wyglądający na zamożnych. Poczuł się trochę nieswojo. „Co ja tutaj robię?”-  myślał, „pewnie sami biznesmeni, a ja?”. Po kilku minutach do mikrofonu podszedł zadbany mężczyzna i przedstawił się. Był to doktor Malinowski. Mówił zwięźle i ciekawie, żartując od czasu do czasu. Cała przemowa zafascynowała naszego bohatera, choć nie rozumiał wszystkich słów i zwrotów, jakie padały. Wzbudzało to w nim podziw dla mówiącego, wskazywało na jego specjalistyczną wiedzę. Zna się na rzeczy – pomyślał. Po zakończeniu wykładu Malinowski otrzymał kilkanaście pytań z sali, na które odpowiadał pewnie i obszernie. Nasz bohater nie zadał żadnego. Po zakończeniu spotkania podszedł do Malinowskiego i poprosił o wizytówkę. Był bardzo zadowolony. „Umówię się  na spotkanie”, pomyślał. „Pogadam z nim, zadam kilka pytań, obejrzę biuro, poszperam w necie i może zainwestuję. Ostrożności nigdy nie za wiele.”

Kilka dni później doszło do spotkania

Na środku obszernego pokoju stało ciemne drewniane biurko. Z obu jego stron ustawione były skórzane fotele. Malinowski miał na sobie świetnie skrojony, ciemny garnitur i białą koszulę, do tego złote spinki. Na ścianie za plecami piętrzyły się regały z książkami. Kilkanaście dyplomów i certyfikatów prężyło się na ścianie. Gdy nasz inwestor usiadł zobaczył tabliczkę „doktor A. Malinowski”.

Doktor zaczął z pasją opowiadać. Mówił jak zwykle rzeczowo, lecz jednocześnie jakby po przyjacielsku. Opowiadał o swoim doświadczeniu inwestycyjnym, o swojej miłości do giełdy. Wie pan – ciągnął Malinowski – ja niczego panu nie obiecuję. Nikomu nie obiecujemy, ale myślę, że te 5-6% to wykręcimy w każdych warunkach, a jak sytuacja na giełdach będzie sprzyjać… Jak rok będzie dobry, to minimum 30% zysku będzie, a może i więcej. Nie zachęcam – to pan decyduje. Zainteresowany zainwestowaniem stawał się coraz bardziej skłonny powierzyć swoje pieniądze Malinowskiemu. „Wykształcony człowiek, wie dokąd zmierza, chyba można mu zaufać”, myślał. „Zresztą od razu widać, wykłady, biuro w nowoczesnym biurowcu, wiedza akademicka – zwiążę swą fortunę z funduszem Malinowskiego”, postanowił.

Po roku przyszło rozczarowanie. Świadectwa udziałowe funduszu znacznie straciły na wartości. Lokata przyniosła 50% straty. Gdy nasz inwestor podniesionym głosem domagał się wyjaśnień usłyszał jedynie: Mieliśmy ciężki rok proszę Pana. Bardzo ciężki rok. Myśli Pan, że mnie to nie boli?

Siła autorytetu

Bohater powyższego opowiadania uległ sile „efektu autorytetu”.  Własne wykłady, tytuł naukowy, certyfikaty i książki. Piękne  biuro  w drapaczu chmur. Świetne słownictwo. Ale przyjrzyjmy się bliżej.  Tabliczka z tytułem naukowym  mogła być prawdziwa, tyle że doktorat mógł być z biologii, a nie z finansów. Wykłady w wynajętej sali może dawać każdy. Specjalistycznym  językiem mówi wielu – nie jest to żadna gwarancja. Nawet jeśli autorytet nie jest oszustem, owładnięci siłą autorytetu  skłonni jesteśmy przypisywać mu większe możliwości i umiejętności, niż  posiada. Zastanówmy się: gdyby każdy profesor ekonomii był taki wspaniały, jak nam się wydaje, sądząc po jego tytule naukowym, dlaczego tak niewielu profesorów ekonomii jest wśród 1000 najbogatszych ludzi na ziemi?  Zamiast nich są tam ludzie, którzy nie skończyli żadnego uniwersytetu.

Pamiętajmy! Nawet certyfikaty niczego nie gwarantują. Mogą zwodzić promieniując na nas autorytetem posiadacza. Zapewne słyszeliście o niekompetentnych lekarzach. Prawnikach nieznających prawa, za to dobrze się prezentujących. Budowlańcach, których obiekty się zawaliły. Zawody można wymieniać w nieskończoność. Wszyscy oni mieli dokumenty, garnitury, dobre samochody i piękne biura. Często nie musieli nas nawet zwodzić. To nasz umysł, przedstawiał ich jako osoby wyjątkowe. Autorytety, których należy słuchać.

 

Literatura:
Człowiek istota społeczna, E. Aronson
Psychologia społeczna, B. Wojciszke
Psychologia społeczna. Serce i umysł, E. Aronson, T. D. Wilson, R. M. Akert

Przeczytaj także:

Efekt czystej ekspozycji, czyli dlaczego wybieramy przedmiot, który widzimy najczęściej.
Efekt potwierdzenia, czyli jak zrobić coś głupiego i przyznawać sobie rację.
Efekt aureoli, czyli lubimy, to co się nam podoba.
Efekt Ikea – co to takiego?
Efekt posiadania, czyli cenimy to, co należy do nas.
Efekt Pollyanny, czyli podkreślanie pozytywów.
Efekt owczego pędu, czyli chcemy tego, co chcą inni.
Efekt zakotwiczenia, czyli trzymamy się tego, co usłyszymy jako ostatnie.
Efekt kontrastu, czyli fortel pośrednika.
Efekt cheerleaderki, czyli w grupie wszyscy wydają się ładniejsi.
Efekt skupienia, czyli przywiązywanie się do jednego z czynników.

Komuś z twoich znajomych przyda się wiedza zawarta w artykule? Powiadom ich o tym! Używając poniższych ikonek. No i nie zaszkodzi polubić 😉

Komentarze
Akceptuję regulamin komentarzy i użytkowania portalu rozumnie.pl

Skomentuj jako pierwszy.