Efekt potwierdzenia

Znany również jako błąd konfirmacji, strategia konfirmacyjna. Czyli przepis na to, jak zrobić najgłupszą rzecz w życiu, potakując samemu sobie.

 

 

Efekt potwierdzenia na przykładzie

Jest gorące polskie lato. Po niebie leniwie przesuwa się ledwie kilka chmurek – upał. Pachnie ściętą trawą, kwiecie na łące, motyle i ważki. Piękna polska wieś, gdzie tam wieś – przysiółek, trzy chaty na krzyż. Dookoła łąki i kępy drzew, tworzące małe gaiki. W dali krowy i owce powoli snujące się po pastwisku. Wieś i łąki ze wszystkich stron otoczone lasami. Uroczy zakątek.

– Zobacz, tam w dali snopki stoją! Dziś, w epoce mechanizacji, taki widok! – dwie kobiety wchodzą do osady. Malutkie drewniane domki, gospodarstwa jak z bajki. Na jednym z płotów tabliczka: na sprzedaż. Na płocie stare żeliwne i ceramiczne garnki, za płotem kwiaty i chata kryta strzechą. Po ścianie i nad gankiem pnie się winobluszcz, pod oknami malwy. Obok domku stodółka z chlewikiem, a na środku podwórka studnia z żurawiem. Wsi spokojna, wsi szczęśliwa…
– Pan na rowerze jedzie, może zapytać…
– Ale o co, mamo? – pyta młodsza z dwóch kobiet idących przez wieś.
– Zawsze chciałam mieszkać na wsi, kupił, nie kupił, potargować warto – uśmiecha się starsza.
– Tak droga pani, to na sprzedaż, to jakiś młody człowiek z Warszawy kupił, ale nie bywa tu. Nie ma czasu, pracuje teraz, pieniądze robi, nie ma czasu odpoczywać. Ja się tym zajmuję, jak panie chcą, to proszę obejrzeć. Może się spodoba i nowe sąsiadki będziemy mieli? – zagaja mężczyzna, zatrzymując rower tuż obok kobiet.
– A ile to kosztuje, jaka cena?
– 350 tysięcy, ale ja za to i 10 bym nie dał, to wszystko próchno, kochana pani. Wody bieżącej nie ma, ściany dziurawe i dach do wymiany.
– Całe życie marzyłam by zamieszkać na wsi, a tu taka gratka – mówi starsza kobieta – Gosiu, ja to muszę mieć! Ja chcę tu zamieszkać. Ten dom czekał właśnie na mnie. Dzieci odchowane, nic mnie w mieście nie trzyma.
– Co mama!? Pan przecież mówił, że dach do remontu, wody bieżącej brak, a skąd mama tyle pieniędzy weźmie?
– Moje mieszkanie sprzedam!
– Mamo, to chyba jakiś żart?
– Nie, to nie żart!

Klapki na oczach

Im więcej argumentów przeciw zakupowi domu padało z ust młodej kobiety, a z czasem i innych członków rodziny i przyjaciół, tym więcej argumentów za wyszukiwała kobieta. Zdawało się, że w ogóle nie słucha złych informacji, a gdy tylko znajdzie jakiś pozytyw, zachwyca się nim ponad miarę. Gdy zdobywała informacje o nieruchomości, były to wyłącznie pozytywne sprawy – piękny bluszcz, malownicza okolica, malwy. Nawet jeśli znalazła jakiś negatywny element – zmiana dachu – natychmiast bagatelizowała go.
– Może nie będzie trzeba całego dachu zmieniać, może tyko połatać wystarczy, a ten pan powiedział, że pomoże – mówiła. Z czasem w rozmowach okazywało się, że w ogóle nie pamiętała niekorzystnych informacji związanych zakupem nieruchomości. Podjęła decyzję za pierwszym razem, gdy tylko zobaczyła siedlisko. Potem zdobywała jedynie informacje potwierdzające jej decyzję. Jeśli jakaś nowa informacja mogłaby wpłynąć niekorzystnie lub zakwestionować dotychczasowy wybór, kobieta zdawała się jej nie dostrzegać.
Trzy miesiące później starsza pani zamieszkała w swojej wymarzonej, drewnianej chacie. Wody nie udało się podłączyć przed zimą, ogrzewanie dziurawych ścian okazało się bardzo trudne. W domu był taki chłód, że trzeba było nosić szalik, czapkę i rękawiczki, a w większości pomieszczeń nocą  zamarzała woda w wiadrze. Wiosną wycięto bluszcz, dom obłożono styropianem i otynkowano, oszpecając go niepomiernie. Nikt nie chciał odkupić rudery za podobne pieniądze. Nie można było wrócić z powrotem do miasta. Najgorsze jest to, że ta historia wydarzyła się naprawdę.

Wewnętrzny potakiwacz

Winę za wszystko ponosi błąd konfirmacji, inaczej zwany efektem potwierdzenia. Jest to skłonność do poszukiwania i preferowania informacji, które są zgodne z naszymi odczuciami, które potwierdzą nasze własne przypuszczenia, oczekiwania, hipotezy i sądy. Nasz „wewnętrzny potakiwacz” – emocjonalna pułapka, którą nasz umysł zastawia na nas samych.

Często, co potwierdzają badania, człowiek nieświadomie poszukuje informacji zgodnych ze swoim punktem widzenia – selektywnie – ignorując te niewygodne. Nie ma dlań znaczenia, czy pozyskiwane dane pochodzą z wiarygodnego źródła, ani nawet, czy są prawdziwe. Tkwiący w błędzie konfirmacji człowiek zapamiętuje informacje w sposób wybiórczy. Pozyskiwane zaś, interpretuje błędnie – tak, by pasowały do jego narracji. Efekt potwierdzenia zwiększa pewność siebie dyskutantów, nawet w obliczu mocnych argumentów, świadczących o nieprawdziwości lansowanej przez nich tezy.

Szczególnie wydatnie efekt ten objawia się w przypadku tematów wywołujących silne emocje, w połączeniu z tematami o mocno okrzepłych opiniach. Tematy polityczne, religijne, światopoglądowe, to naturalne środowisko sprzyjające występowaniu błędu konfirmacji. Szczególnie narażeni na efekt potwierdzenia  są: politycy, wojskowi podczas operacji bojowych, biznesmeni i wszelkiego rodzaju inwestorzy, a w szczególności treaderzy obracający aktywami finansowymi na giełdach.
Trwanie w błędzie i potakiwanie sobie może przynieść katastrofalne konsekwencje.
Jak zatem należy radzić sobie z błędem konfirmacji – jak się przed nim ustrzec?

Zwalczanie efektu potwierdzenia

Po pierwsze chłodna głowa. Wiem, wiem – łatwo powiedzieć. Efekt potwierdzenia przydarza nam się najczęściej, gdy emocje biorą nad nami górę, gdy jesteśmy zauroczeni jakąś ideą, zakochani w jakimś rozwiązaniu. Euforię, jeśli to w ogóle możliwe, daje się opanować odstawiając na jakiś czas przedmiot pożądania. Przestając się na jakiś czas interesować rozpalającym emocje tematem. Do sprawy wracamy po pewnym czasie i wtedy mówimy sobie – podchodzę do zagadnienia tak, jak bym był sędzią. Wyobrażam sobie siebie w todze na sali rozpraw. Przede mną dwie strony procesu – to nie moja sprawa kto ma rację, ja mam ją tylko rozsądzić. Jakie argumenty w sporze są prawdziwe – te za czy te przeciw. Cały czas kontroluję samego siebie, czy nie jestem stronniczym sędzią. Gdy już stoimy niejako poza sprawą i patrzymy z pozycji arbitra, skorzystajmy z techniki „plusy i minusy”. Zacznijmy zbierać dane. Wszystkie argumenty „za” zapisujemy po lewej stronie tabelki. Argumenty „przeciw” – po drugiej stronie. Koniecznie trzeba to zrobić na papierze lub w komputerze. To musi być realna tabela, którą możemy czytać. Wpisujemy wszystkie informacje, nawet te, zdawałoby się mało istotne. W każdej chwili gdy nowy argument wpada nam do głowy, zapisujemy go w naszej tabelce. W ten sposób ustrzeżemy się błędu polegającego na niepamiętaniu argumentów, które nie popierają naszej tezy. Możemy poprosić kogoś, by zapoznał się z naszym problemem i zapisać jakie  argumenty za i przeciw on widzi. Takim działaniem zmniejszamy niebezpieczeństwo ignorowania czy przeoczenia przez nas informacji.

Stosunkowo najtrudniej ustrzec się błędu w interpretowaniu informacji

Nawet jeśli otrzymamy te same, prawdziwe przesłanki, możemy dokonać ich różnej, krańcowej interpretacji. To, co dla jednych jest argumentem przemawiającym za, dla innych może być argumentem przeciw. Obrazuje to nieco humorystyczny lecz prawdziwy przykład: dwie córki wraz z ojcem oceniają, czy rodzina może pozwolić sobie na posiadanie psa. Wszyscy razem wypisują w tabelce za i przeciw. Nagle jedno z dzieci zapisuje po stronie pozytywów „konieczność zbierania odchodów po psach” i dodaje, że w ten sposób będzie mogła śmiać się z siostry zbierającej psie kupy. Po jakimś czasie dziecko, czytając kolejny raz ten punkt, zastanawia się nad nim i przenosi go do negatywów posiadania psa. W tej konkretnej sprawie tabelka pomogła. Dzieci, choć nie przyznały, że rodzina nie może sobie pozwolić na posiadanie psa, nie wróciły już nigdy do tego tematu. Ich emocjonalne nastawienie udało się ostudzić.

Kolejną techniką jest przyjęcie punktu widzenia strony przeciwnej. Wyobrażamy sobie, że oto ktoś wynajął nas jako adwokata. Naszym zadaniem jest znalezienie jak najwięcej argumentów przeciw naszemu początkowemu odczuciu. Nie zastanawiamy się nad niczym innym, tylko nad tym, jak zaszkodzić naszej idei. W starożytnym Rzymie praktykowane było ćwiczenie z retoryki, podczas którego mówca miał wygłosić mowę pochwalną, a gdy skończył, mistrz natychmiast kazał wygłosić mu nową mowę, negującą wszystkie wygłoszone przed chwilą  tezy.

Jest jeszcze jeden dobry sposób radzenia sobie z zagrożeniem efektem potwierdzenia.  Szczególnie jest on polecany inwestorom, politykom i wojskowym.  Wyobraźmy sobie, że nasza inwestycja upadła, nasz plan polityczny się nie powiódł, bitwa została przegrana i odpowiedzmy sobie na pytanie – dlaczego tak się stało? Dobrze przeprowadzona wizualizacja potrafi znakomicie ostudzić emocje i zaoszczędzić kłopotów.

Nie oceniajcie starszej kobiety zbyt surowo. Ten błąd przydarza się nam wszystkim, piszącemu te słowa i państwu, którzy to czytają. Co więcej – to, że jest się świadomym jego istnienia nie powoduje wcale, że się go nie popełni. Wyzbycie się emocjonalnego podejścia do ocenianej sprawy, chłodny osąd oraz poszukiwanie argumentów przeczących naszym początkowym odczuciom może nam jednak bardzo pomóc.

Przeczytaj także:

Efekt czystej ekspozycji, czyli dlaczego wybieramy przedmiot, który widzimy najczęściej.
Efekt aureoli, czyli lubimy, to co się nam podoba.
Efekt autorytetu, czyli dlaczego godzimy się na rzeczy, o które poprosi ktoś ważny.
Efekt Ikea – co to takiego?
Efekt posiadania, czyli cenimy to, co należy do nas.
Efekt Pollyanny, czyli podkreślanie pozytywów.
Efekt owczego pędu, czyli chcemy tego, co chcą inni.
Efekt zakotwiczenia, czyli trzymamy się tego, co usłyszymy jako ostatnie.
Efekt kontrastu, czyli fortel pośrednika.
Efekt cheerleaderki, czyli w grupie wszyscy wydają się ładniejsi.
Efekt skupienia, czyli przywiązywanie się do jednego z czynników.

Komuś z twoich znajomych przyda się wiedza zawarta w artykule? Powiadom ich o tym! Używając poniższych ikonek. No i nie zaszkodzi polubić 😉

Komentarze
Akceptuję regulamin komentarzy i użytkowania portalu rozumnie.pl

Skomentuj jako pierwszy.