Eksperyment Bandury – wyuczona agresja

Skąd u ludzi wzięły się zachowania agresywne? Czy to ewolucyjna pozostałość po czasach, gdy pomagały naszym przodkom przetrwać w trudnych warunkach? A może uczymy się ich od najmłodszych lat? I choć dziś już nikt nie każe nam polować na mamuty, zachowania związane z agresją nie schodzą z pierwszych stron gazet. Bójki, napady, zabójstwa – czy to naprawdę nasze niechlubne dziedzictwo?

W taką pesymistyczną wersję nie wierzył Albert Bandura, wybitny psycholog, jeden z twórców teorii społecznego uczenia się. Jej teoretycy twierdzą, że uczenie się stanowi najważniejszy czynnik w rozwoju osobowości. Od początku naszego życia ważni ludzie – rodzice, nauczyciele, dziadkowie, wpływają na nasze zachowania. Za dobre otrzymujemy nagrody, za złe zaś kary. Poza tym, do innych sposobów kształtowania zachowań i osobowości, zaliczają też obserwację i imitację, czyli po prostu naśladowanie modela – osoby dorosłej.

Bandura wierzył, że zachowania agresywne również poddają się prawidłowości uczenia się. Aby to udowodnić, w 1961 przeprowadził na Uniwersytecie Stanforda badanie. Tak, tak, na tym samym, na którym Zimbardo podjął się słynnego i kontrowersyjnego eksperymentu więziennego. W kręgach psychologów badanie znane jest też pod nazwą „Bobo doll study” – ze względu na wcale urodziwą lalkę, jego główną bohaterkę.

Jakie były założenia badania?

Bandura, wraz ze swoimi współpracownicami – Dorotheą i Shelią Ross, zaplanował zetknięcie dzieci z dorosłymi, którzy mieli zachowywać się agresywnie. Ich agresja nie była jednak skierowana w stronę małych uczestników, a w kierunku wspomnianej już lalki Bobo – półtorametrowego modelu człowieka. Część badanych miałaby natomiast obcować z dorosłymi zachowującymi się spokojnie. We współpracy z pobliskim przedszkolem wybrali siedemdziesięcioro dwoje dzieci – połowę stanowili chłopcy, drugą połowę dziewczęta. Badacze podejrzewali, że przedszkolaki obserwujące dorosłych dokonujących aktów agresji będą ich później naśladować. Co więcej, maluchy będą przejawiały agresję nawet wówczas, gdy modela nie będzie w pobliżu. Naukowcy snuli też rozważania na temat płci – czy chłopcy, obserwujący agresywnego mężczyznę, zareagują silniej, niż gdy modelem będzie kobieta? I odwrotnie, czy agresywne zachowanie kobiety wpłynie bardziej na dziewczynki? A może chłopcy będą wyraźnie bardziej agresywni od dziewczynek, niezależnie od płci modela? Odpowiedzi na te pytania przyniosły wyniki eksperymentu.

Nieszczęsna Bobo

Dzieci podzielono na grupę kontrolną i osiem mniejszych grup, w których sprawdzano różne zależności (modele różniły się płcią, prezentowali zachowania agresywne lub nie). Eksperyment przebiegał następująco: badane dziecko szło wraz z prowadzącym do pokoju zabaw. Po drodze dorosły, odgrywający rolę modela, zapraszał je do udziału we wspólnej zabawie. Małego badanego sadzano przy stoliku pełnym interesujących zabawek, dorosły siadał po drugiej stronie. Niezależnie od tego, czy model był agresywny czy nieagresywny, zaczynał procedurę od zabawy klockami. Ci, którzy mieli za zadanie przejawiać agresję, już po minucie atakowali bezbronną Bobo. Modele okładali ją pięściami, bili drewnianym młotkiem, używając przy tym nacechowanych przemocą wyrażeń. Dorośli, którzy mieli z założenia być spokojni, po prostu bawili się klockami. Po 10 minutach dziecko wyprowadzano z pomieszczenia do innego pokoju zabaw. Czekało tam na nie mnóstwo kolorowych, bardzo atrakcyjnych zabawek, co było celowym zabiegiem naukowców. Już po chwili mówili bowiem  dzieciom, że zabawa musi dobiec końca. Po co to wszystko? Miało to za zadanie wzbudzić w nich frustrację – co jak wiadomo, zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia agresji. Po tej krótkiej, rozczarowującej zabawie, dzieci trafiały do ostatniego pomieszczenia, pełnego zabawek podzielonych na agresywne i nieagresywne. Wśród nich znaleźć było można umęczoną lalkę Bobo, drewniany młotek, pistolety, worek bokserski. Jak się pewnie domyślacie, był to zbiór zabawek agresywnych. W drugiej grupie znalazły się kredki, papier, piłka, lalki, samochodziki i plastikowe zwierzątka. Obserwacja dziecka trwała 20 minut, sędziowie znajdowali się za weneckim lustrem i skrzętnie oceniali zachowanie badanego na kilku skalach agresji.

Co się okazało?

Zestawienie otrzymanych wyników potwierdziło niemal wszystkie założenia badaczy. Dzieci, które obserwowały brutalnego modela, wykazywały zachowania bardziej  agresywne podczas zabawy, niż dzieci z grupy kontrolnej i te, obcujące z nieagresywnym dorosłym. Na poczynania chłopców, zgodnie z założeniami, dużo większy wpływ mieli mężczyźni. To również chłopcy wykazywali się ogólnie wyższym poziomem agresji – ponad dwa razy wyższym niż dziewczynki. Bardzo ciekawe jest natomiast to, że dziewczęta, obserwujące agresywne kobiety, dużo częściej naśladowały zasłyszane zdania, niż same czyny. Mali badani płci męskiej byli natomiast bardziej skorzy do odtwarzania fizycznych aktów przemocy.

Badacze zgodnie uznali, że zachowań agresywnych uczymy się przez obserwację i naśladowanie, nawet wtedy, gdy nie jesteśmy za nie nagradzani. Przeczy to poglądom behawiorystów, którzy naukę wszystkich zachowań opierają na prostym mechanizmie bodźca i reakcji, z uwzględnieniem wpływu nagród i kar. Robisz coś dobrze, dostajesz nagrodę – zachowanie jest utrwalane. Robisz coś źle, za co spotyka cię kara – następuje wygaszanie zachowania. Jak się okazuje – niekoniecznie. Eksperyment Bandury udowodnił, że rozwój człowieka nie opiera się jedynie na tak nieskomplikowanych zależnościach.  Dzieci powtarzają zachowania dorosłych nawet wówczas, gdy nie ma ich już w pobliżu, gdy nie mają okazji oglądać ich poczynań.

Według entuzjastów teorii społecznego uczenia się, tak właśnie powstaje większość aktywności, składających się na naszą osobowość – w oparciu o obserwację i późniejsze ich odtwarzanie. Badania te były również początkiem społecznej dyskusji na temat wpływu krwawych filmów na małych widzów.

Literatura:
40 prac badawczych, które zmieniły oblicze psychologii, R.R. Hock
Psychologia: Podręcznik akademicki (t. 1, red.), J. Strelau
Psychologia społeczna. Serce i umysł, E. Aronson, T.D. Wison, R. Akert

Poczytaj także o innych eksperymentach:

O eksperymencie Milgrama pokazującego siłę autorytetu pisaliśmy tutaj.
O małym Albercie i jego reakcji na warunkowanie pisaliśmy tu.
O eksperymencie Rosenhana, który dowiódł, że niełatwo jest dobrze zdiagnozować chorobę psychiczną pisaliśmy w artykule „Kto tu właściwie zwariował?”. 
O tym, jak ważne jest dla nas zdanie innych ludzi pisaliśmy w artykule „Eksperyment Ascha – potęga konformizmu”.
O tym, skąd bierze się miłość i eksperymencie Barlowa pisaliśmy tutaj.
Kij, marchewka i psy Pawłowa, czyli rzecz o warunkowaniu. 
O najgłośniejszym eksperymencie ostatnich lat, czyli o eksperymencie więziennym prof. Zimbardo pisaliśmy tutaj.

Komuś z twoich znajomych przyda się wiedza zawarta w artykule? Powiadom ich o tym! Używając poniższych ikonek. No i nie zaszkodzi polubić 😉

Komentarze
Akceptuję regulamin komentarzy i użytkowania portalu rozumnie.pl

Skomentuj jako pierwszy.