Jak poradzić sobie po rozstaniu?

Jesteśmy przekonani, że silne uczucia, łączące nas i naszego partnera, będą trwały wiecznie. Chcemy wierzyć, że pokłady wielkiej miłości nigdy się nie wyczerpią. Rozstania to bolesne rozczarowania, które mówią, że jest dokładnie odwrotnie, niż myśleliśmy, że jest. I choć nowa rzeczywistość nie wygląda zachęcająco, zawsze możemy zrobić coś, co ją oswoi i pomoże                                                                          przejść przez zawirowania.

– Jak ona mogła?! Przecież to był mój przyjaciel! Świadek na naszym ślubie! Nie wierzę! To nie jest prawda, to pomyłka. Zaraz wyjdzie na jaw, że to jedno, wielkie nieporozumienie. Nie zdradziła mnie, nie zrobiła tego. – Minęło kilka dni, od kiedy Andrzej dowiedział się, że jego żona Elżbieta, zamierza się z nim rozwieść, ponieważ zapałała gorącym uczuciem do ich wspólnego znajomego. Andrzej jest w szoku i ciągle wierzy, że obudzi się ze swojego koszmaru.

Rozstanie jest stratą. Przeżywanie straty boli, niezależnie do tego, czy jest to śmierć bliskiej osoby, pożegnanie z przyjacielem, czy zakończenie związku. Wielu z nas poddaje się cierpieniu i przez lata nosi w sobie niezagojoną ranę, która zatruwa życie. Jak przechodzić przez rozstanie, aby było dla nas konstruktywnym doświadczeniem?
Przede wszystkim, zapoznajmy się z etapami „żałoby” po rozstaniu. Ich kolejność jest umowna, ponieważ każdy inaczej przechodzi ten czas. Jednak warto przygotować się na to, co może nadejść, bo czeka nas wiele wyzwań.

Etap I: Protest

Andrzej miał trudności z uznaniem, że rzuciła go żona. Ten mechanizm obronny nazwany jest zaprzeczeniem. Pojawia się, żeby ułatwić moment szoku – abyśmy nie musieli konfrontować się z nową rzeczywistością od razu.
Zaprzeczenie jest elementem protestu, pierwszego etapu następującego po rozstaniu. Może objawiać się różnie. Jedni będą krzyczeć, prowokować awantury i natrętnie dzwonić do partnera. Innym wystarczy nasłuchiwanie kroków i ciągłe sprawdzanie poczty.
Na tym etapie najważniejsze jest, abyśmy zdali sobie sprawę, że partner odszedł naprawdę. I choć proszenie o ostatnią szansę wydaje się być dobrym wyjściem z sytuacji, nie pomoże ruszyć dalej. Pogodzenie się ze stratą jest trudne, ale niezbędne. Możliwe, że uda się wam do siebie wrócić. Jednak, teraz się rozstaliście. Niezależnie od tego, jaka będzie przyszłość, potrzebujemy uznać, że zostaliśmy sami.
Jeśli to możliwe, aby sobie pomóc, nie kontaktujmy się z partnerem. Wykasujmy jego numer, usuńmy ze ścian wspólne zdjęcia, nie słuchajmy „naszych” piosenek, ani nie chodźmy na „nasze” imprezy. Unikajmy miejsc, w których możemy spotkać byłego lub byłą. Zróbmy sobie „odwyk” od partnera. To pomoże nam uznać, że teraz gramy solo.

Etap II: Akceptowanie emocji

Po czym rozpoznać, że znaleźliśmy się na drugim etapie „pozwiązkowej” żałoby? Ponieważ czujemy się jeszcze gorzej, niż przedtem. Stan zaprzeczenia chronił przed przeżywaniem nieprzyjemnych i trudnych emocji. Teraz jesteśmy bezbronni. I czasem wydaje się nam, że niezdolni do życia.

Andrzej przestał już biegać za żoną z kwiatami, przepraszając za coś, czego nigdy nie zrobił. Skończyły się także awantury na klatce schodowej, kiedy Elżbieta nie chciała wpuścić go do mieszkania. Andrzej zrozumiał, że nie ma odwrotu. Teraz nachodzą go różne uczucia i myśli: Byłem potwornie głupi; ale z niej suka; jestem teraz taki samotny; nie mam co ze sobą zrobić; gdybym był lepszym mężem, Elżbieta by nie odeszła.

Andrzej jeździ emocjonalną kolejką górską. Jest zły, zrozpaczony, samotny, boi się i ma poczucie winy. Drugi etap żałoby stanowi duże wyzwanie, ponieważ wzmaga zaakceptowania wszystkich pojawiający się uczuć. To, co teraz czujemy, jest normalne. Nasi bliscy mogą przekonywać nas, że niepotrzebnie histeryzujemy. Prawdopodobnie usłyszymy, że on lub ona nie zasługują na to, abyśmy się przez nich smucili lub złościli. Sam fakt rozstania jest godny przepłakania, nawet, jeśli nasz były partner pozostawia wiele do życzenia.

Warto zaznaczyć, że nasz organizm potrzebuje teraz opieki. Silne emocje mogą stać się przyczyną wielu chorób fizycznych. Zadbajmy o odpowiednią dawkę snu, przyjemną aktywność fizyczną oraz o zdrowe i pożywne posiłki. Wypadałoby także wykonać podstawowe badania medyczne. Pamiętajmy też, że jesteśmy bardziej narażeni na sięgnięcie po „znieczulacze”. Alkohol, narkotyki, seks, nadmierne jedzenie czy hazard, nie pomogą w poradzeniu sobie z uczuciami. Dadzą chwilową ulgę i długotrwałe przedłużenie cierpienia. Lepiej nauczyć się, jak przeżywać emocje, aniżeli je zagłuszać.

Rozpacz. Andrzej myśli, że jest ofiarą podłości swojej żony. Nie może pojąć, dlaczego ktoś, kogo tak bardzo kochał, wyrządził mu wielką krzywdę.

Przede wszystkim – zaakceptujcie swoją rozpacz. Ona nie jest bezdenna, kiedyś się skończy. Ktoś, kogo codziennie spotykacie w lustrze, domaga się przeżywania bólu, więc nie bądźcie nieczuli na swoje potrzeby. Aby dopomóc sobie w doświadczaniu rozpaczy, piszcie o niej. Możecie założyć dzienniczek i używać go, jako kranu dla bólu. Mówcie. Nawet, jeśli mielibyście mówić do siebie albo swojego psa. I płaczcie. Płacz jest reakcją fizjologiczną, pozwoli ciału na usunięcie napięcia.

Jeśli całe dnie poświęcacie na rozpacz i płacz, a wasze zachowanie zaczyna ujemnie wpływać na obowiązki, skorzystajcie z metody: godzina dziennie. Przez 60 minut wyrażajcie swoją rozpacz, a potem wróćcie do codziennych spraw. W ten sposób uczucia wypłyną na powierzchnie, ale nie spowodują powodzi.

Samotność. – Nie mam do kogo się odezwać. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Moja samotność mnie pożera. Czy to już tak będzie zawsze – Andrzej czuje, że już nigdy się z nikim nie zwiąże. Elżbieta jest jedyną odpowiedzią na jego potrzeby.

Co zrobić z samotnością? Uznajcie, że czujecie się samotni. Czasem bardzo trudno to zrobić, ponieważ samotność upatrujemy jako porażkę, a nie chcemy być tymi, którzy przegrywają.

Tak naprawdę, niczego nie przegraliśmy. Samotności można doświadczać w małżeństwie, w rodzinie, w kręgu przyjaciół. Jesteśmy bez pary, ale to nie oznacza, że stanowimy wybrakowany i osamotniony egzemplarz. Dlatego – nie odrzucajmy zaproszeń znajomych. Dzwońmy do swoich przyjaciół i proponujmy wspólne wyjścia. Pomóżmy komuś. Zapytajmy: Czego mi brakuje? Co mogę dla siebie zrobić? Okaże się, że z realizacją wielu pragnień, świetnie poradzimy sobie sami, a nasze przekonanie, że partner jest niezbędny do szczęścia, jest błędne.

Złość. Andrzej zaciska pięści, żeby nie uderzyć nimi w stół. Myśli: Nienawidzę jej. Jak ją z nim zobaczę, to rozerwę ich na strzępy.

Złość może być twórcza i destrukcyjna zarazem. Czasem dodaje sił i pod jej wpływem robimy niesamowite rzeczy, ale bywa, że w pełni obezwładnia i postępujemy dokładnie odwrotnie, niż byśmy chcieli. Pamiętajmy, że mamy prawo do złości, jakkolwiek by nie była silna. Czasem złość jest zakamuflowana i przychodzi w postaci napadów paniki, lęku, depresji, czy chorób psychosomatycznych. Tłumienie złości jest tak samo mało godne polecenia jak wyładowywanie jej na partnerze.

Co można zrobić? Ćwiczyć. Aktywność fizyczna fantastycznie wpływa na redukcję napięcia – działa jak nieinwazyjny lek przeciwdepresyjny. Ważne, abyśmy wybrali sport sprawiający nam przyjemność. W wyrzucaniu złości pomaga pozbywanie się rzeczy partnera – palenie zdjęć, listów, wspólnych pamiątek, darcie kartonów. Jeśli mieszkamy teraz sami, to możemy zaangażować się w odnawianie domu. Jeśli mamy zacięcie artystyczne – twórzmy. Możemy także napisać list do partnera, w którym wymienimy wszystkie jego przewinienia. Ale nie wysyłajmy go, tylko spalmy wraz ze zdjęciami.

Poczucie winy. Gdybym bardziej się starał, to Elżbieta by mnie doceniła. Byłem złym mężem. Może beznadziejnym kochankiem? Czy to jest moja wina? Czy mogę to jakoś naprawić?

Pułapką poczucia winy jest przekonanie, że możemy coś zrobić, by naprawić sytuację. Zupełnie, jakbyśmy cofali się do pierwszego etapu. Wydaje się nam, że mamy kontrolę – zepsułem, to naprawię i wszystko będzie po staremu. Pod wpływem poczucia winy, Andrzej może znowu zacząć biegać z kwiatami.

Poczucie winy nie jest nam do niczego potrzebne. W dzieciństwie rodzice karali nas za niewłaściwe zachowanie poprzez wzbudzanie przekonania, że jesteśmy winni. Teraz my karzemy siebie i czujemy potrzebę „wybielenia się”.

Co można zrobić z poczuciem winy? Zaakceptować, że jesteśmy nieidealni. Zamiast skupiać się na swoich wadach i przewinieniach, wyciągnijmy wnioski na przyszłość. Zróbmy listę swoich zalet i cech, nad którymi chcemy popracować. I rozpocznijmy proces wybaczania sobie.

Etap III: Uwolnienie przez przebaczenie

Może być tak, że partner opuścił wspólne mieszkanie, ale zadomowił się w naszej głowie. To moment, w którym potrzebujemy wystawić jego walizki ze swojego serca. Jeśli godzinami rozmyślamy o tym, co zrobił i jaki to on nie był okropny, oddajemy mu kontrolę nad swoim życiem. Kieruje nami człowiek, który nas zostawił. Wybaczmy mu, aby się od niego uwolnić.

Niektórzy mogą poczuć lęk na myśl o wybaczeniu. Przecież nie możemy pozbawiać się jedynego paliwa, jakim były uczucia żywione do partnera! Mentalne odcięcie się od byłego lub byłej jest celem naszej podróży, dlatego, mimo strachu, warto postawić ten krok.

Jak wybaczyć?

Przebaczenie to zrozumienie, że partner jest tylko człowiekiem. Zauważmy, że nikt nie wymaga, abyśmy teraz się zaprzyjaźniali, pomagali sobie i byli zachwyceni nową relacją. Do nas należy jedynie dostrzeżenie, że ten, kto zostawił, był pełen różnych uczuć, tak samo jak my. Akt wybaczenia może mieć wymiar symboliczny: napisanie listu, modlitwa, wyobrażanie sobie rozmowy z partnerem. Jeśli czujemy się na siłach, możemy zaaranżować spotkanie – ale pamiętajmy, że to nie jest konieczne. Niezbędne jest natomiast spotkanie z samym sobą. Gdziekolwiek. Może być przed lustrem, albo na łonie natury, w jakiejś świątyni lub we własnym mieszkaniu. Weźmy kilka głębokich oddechów i uznajmy swoje prawo do błędu.

Możliwe, że zamiast gotowości do wybaczenia, czujemy wyczerpanie i jesteśmy wycofani. Bądźmy uważni, ponieważ wielu z nas może wtedy doświadczać depresji, a nawet myśli samobójczych. Niektórzy omijają pierwsze dwa etapy żałoby po rozstaniu i od razy wpadają w apatię. Takie osoby są zazwyczaj bardzo surowe dla siebie, nie przechodzą okresów buntu i unikają innych ludzi. W tej sytuacji należy niezwłocznie skontaktować się ze specjalistą – potrzebujemy wsparcia i to natychmiast.

Etap IV: Nowy początek

Minęło półtora roku. Andrzej spotyka swoją byłą żoną i przyjaciela. Nie schodzi na drugą stronę chodnika, ani nie biegnie do nich w ataku szału. Uprzejmie mówi „Dzień Dobry” i idzie w swoją stronę.

Teraz, kiedy jesteśmy już naprawdę wolni, możemy znowu wyjść do świata, by doświadczać wszystkiego, co przynosi życie.

Może nas jednak kusić, aby pozostać w swojej jaskini i poddawać się złym nastrojom. To wydaje się łatwiejsze niż wychodzenie z domu i uczestnictwo w kontaktach międzyludzkich. Sprawę mogą pogarszać dawni przyjaciele – opowiadają się za którąś ze stron, są zazdrośni o świeżo upieczonego singla lub wciąż nawiązują do tematu rozstania. Jeśli nie możemy liczyć na starych znajomych, poszukajmy nowych. Wbrew pozorom, wielu ludzi jest w podobnej sytuacji do naszej. Także chcieliby kogoś poznać, ale boją się, że już jest za późno. Możliwe, że w okolicy działa grupa wsparcia, do której moglibyśmy dołączyć. Albo stowarzyszenia zrzeszające ludzi, którzy lubią robić to, co my. Teraz jest najlepszy czas na odsłonięcie zasłon i wpuszczenie słońca do pokoju.

Gdzie się znajdujemy, dobrnąwszy do IV etapu? Horst Petri, niemiecki psychoanalityk, nazywa ten stan: poczuciem obowiązku wobec samego siebie. Cały proces żałoby po rozstaniu ma doprowadzić do głębokiego przekonania, że najpierw jesteśmy sobą, a dopiero później żoną, mężem, matką, ojcem, partnerem lub partnerką. Oznacza to, że zauważamy siebie, jako ludzi, którzy najpierw muszą spełnić swoje potrzeby, zanim zaczną spełniać potrzeby innych. Jesteśmy pewni swej wartości. I jeśli zapuka do nas nowa miłość, to otworzymy mądrzejsi.

Literatura:
Czy rozstanie może być nowym początkiem, Horst Petri
Gdy partner odchodzi, Doris Wolf
Gratulacje z okazji rozwodu, Amy Botwinick

Przeczytaj także:

5 rad na przetrwanie kryzysu w związku
Jak poradzić sobie ze złością w związku.
Dowiedz się, jak rozwód rodziców wpływa na dzieci.
O tym, jak uchronić dzieci przed skutkami rozwodu rodziców.

Komuś z twoich znajomych przyda się wiedza zawarta w artykule? Powiadom ich o tym! Używając poniższych ikonek. No i nie zaszkodzi polubić 😉

Komentarze
Akceptuję regulamin komentarzy i użytkowania portalu rozumnie.pl

Skomentuj jako pierwszy.