Jedzenioholizm – jedzenie jak alkohol

Niektórzy z nas nie przestają jeść, choć dawno zaspokoili głód. Dlaczego nie zachowują umiaru, gdy zdrowy rozsądek każe odłożyć nóż i widelec?

 

Monika: Stałam przed lustrem i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Zrobiłam z siebie potwora. Wyglądałam jak balon. Nie miałam do siebie szacunku i nie dziwię się, że inni nie szanowali mnie – kto słuchałby żałosnej, toczącej się kuli tłuszczu? Byłam przesiąknięta smutkiem. W takich chwilach jadłam tyle, ile zdołałam zmieścić, a potem płakałam nad swoją beznadzieją.

Jedzenioholizm czyli kompulsywne objadanie

Każdy człowiek jest, w pewien sposób, „uzależniony” od konsumpcji. Potrzebujemy jeść i pić, aby utrzymywać się przy życiu. Czy to znaczy, że wszyscy jesteśmy jedzenioholikami? Oczywiście, że nie. Nałóg ten objawia się przymusem jedzenia, nad którym nie można zapanować.

Od nadmiernego spożywania pokarmów można uzależnić się w każdy wieku i na każdym etapie życia. Jednak na kompulsywne objadanie się, bardziej narażone są osoby, które nie radzą sobie ze stresem i szukają natychmiastowej ulgi. Z czasem chęć wytchnienia zamienia się w pragnienie pozbycia się poczucia winy – uzależniony objada się, by zagłuszyć rozczarowanie, które zostało po poprzednim obżarstwie. Czy nie wystarczyłoby odrobiny silnej woli, aby się powstrzymał? Niestety, silna wola niewiele ma do powiedzenia, ponieważ jedzenioholik jest nałogowcem. Traktuje produkty spożywcze tak, jak alkoholik alkohol, jak palacz papierosy, jak narkoman narkotyki.

Czynność czy substancja?

Ewa: Nie chodzi o to, co jem. Nieważne, czy to marchewka, czy wafle z czekoladą. Uspokajam się, kiedy przeżuwam, przegryzam i przełykam. Nigdy nie zadowalam się małą ilością – aby się zaspokoić, potrzebuje pochłonąć bardzo dużo.

Monika: Jestem uzależniona od słodyczy. Nie umiałam delektować się jednym batonem, musiałam od razu pożreć pięć, a potem doprawić sobie tabliczką czekolady, ciastem i lodami. Miałam „alergię” na cukier – im więcej go jadłam, tym większa przychodziła na niego ochota. Dlatego odrzuciłam wszystkie produkty, które są słodzone.

Ewa uspokaja się, a niekiedy wpada w euforię, podczas samego aktu przeżuwania i połykania. Natomiast Monika jest uzależniona od cukru. Cukier działa na nią jak substancja psychoaktywna – wywołuje „haj” – poprawia nastrój, niweluje zmęczenie, wprowadza w stan błogości. Zarówno sama czynność spożywania potraw, jak i cukier, uaktywniają w mózgu ośrodek nagrody – ten sam, który pobudzany jest przez alkohol, amfetaminę, czy seks. Ewa i Monika doświadczały przyjemności podczas nadmiernych uczt i aby przeżywać ją ciągle na tym samym poziomie, potrzebowały jeść coraz więcej.

Po czym rozpoznać jedzenioholika?

Uzależniony nie przyzna się do tego, ile naprawdę zjadł. Podczas ataku obżarstwa, ukrywa się. Je, kiedy nie jest głodny, je „na zapas” i objada się do bólu brzucha. Zazwyczaj jest „na diecie” i w towarzystwie innych ludzi jego talerz jest pusty. Im bardziej stara się kontrolować, tym bardziej się objada. Ataki mogą trwać od kilku minut do kilku godzin. W tym czasie, chory nie dba ani o jakość, ani o ładny wygląd dania. Zdarza się, że konsumuje żywność zamrożoną, przypaloną, przeterminowaną, zgniłą lub pochodzącą ze śmietnika.

Monika: Okradłam kiedyś swoją mamę, aby móc się obżerać. Wyjęłam 50 złotych z jej portfela i poszłam do sklepu spożywczego. Kupiłam całą siatę słodyczy, połowę opróżniłam w drodze do domu. Spojrzałam na tę część, która została. Popłakałam się. Bolał mnie brzuch. Dławiły mnie wyrzuty sumienia – ukradłam pieniądze mamie i kolejny raz zawiodłam siebie, bo przecież miałam się nie objadać. Wyrzuciłam siatkę do śmieci. Następnego ranka przypomniałam sobie, że w śmietniku czekają na mnie niezjedzone wczoraj słodycze. Wcisnęłam je w siebie na śniadanie.

W życiu jedzenioholika ogromną rolę odgrywa jego stosunek do ciała. Osoby uzależnione od żywności są zazwyczaj otyłe lub mają nadwagę. Większość marzeń i zamiarów odkładają na później, bo, mając świadomość swojego wyglądu, nie potrafią odczuwać zadowolenia z ich realizacji.

Ewa: Wpadłam w błędne koło. Im bardziej przybierałam na wadze, tym mocniej się objadałam. Nie mogłam znieść poczucia winy i musiałam je zagłuszyć. A co zagłuszało najlepiej? Pałaszowanie! Życie leżało odłogiem – stos niezałatwionych spraw, nieopłacone rachunki, niewypełnione zobowiązania, a ja ucztowałam i bałam się wyjść z domu.

Jedzący kompulsywnie niejednokrotnie próbują przejść na dietę. Starania w kierunku zmiany nawyków zazwyczaj kończą się jeszcze większym objadaniem. Dlaczego?

Emocje na głodzie

Leczenie nałogu objadania się samą tylko dietą, ma taki sam sens, jak podawanie leków na biegunkę choremu na katar. Uzależnieni sięgają po różne potrawy w sytuacjach, w których nie mogą poradzić sobie z uczuciami – zarówno przyjemnymi, jak i nieprzyjemnymi. Wiele osób nadużywających pożywienia ma trudności z wyrażaniem złości. Są miłe, łagodne, uznane za oazy spokoju. Potulnie zgadzają się na coś, co jest nie do przyjęcia, tylko po to, aby uniknąć nieprzyjemnych kłótni. Później, odreagowują frustracje, obżerając się. Podobnie jest z lękiem – konfrontacja z tym uczuciem jest dla jedzenioholików zbyt bolesna, dlatego wolą zajeść swoje strachy. Od takich osób możemy także usłyszeć, że są bardzo szczęśliwe i potrzebują choć kawałka czekolady, aby coś uczcić.

Ewa: Pamiętam moment, w którym dowiedziałam się, że dostałam się na studia. Poczułam wielką radość i wdzięczność, aż mnie rozsadzało od środka. Nie mogłam wytrzymać. Pobiegłam do sklepu spożywczego, kupiłam bardzo dużo słodyczy i jadłam cały wieczór. Do nikogo nie zadzwoniłam, wolałam ucztować w samotności.

Czy jest jakieś wyjście?

Jedzenioholik zazwyczaj chce jedynie schudnąć i jest pewny, że utrata wagi rozwiąże wszystkie jego problemy. Widzi tylko jeden objaw swojej choroby, uznając, że pod względem emocjonalnym jest całkowicie zdrowy. Aby leczenie nałogu było skuteczne, musi zaakceptować, że pożywienie przestało być paliwem dla ciała, a stało się paliwem dla wiecznie głodnej duszy.

Rozstawanie się z kompulsywnym objadaniem to trudny proces, dlatego konieczne jest wsparcie. W całej Polsce i na świecie, działają grupy Anonimowych Żarłoków, które powstały w oparciu o program Anonimowych Alkoholików. Na spotkaniach AŻ przerabia się 12 kroków i 12 tradycji, pomagających w osiąganiu abstynencji od obżerania. Grupy AŻ mają charakter samopomocowy – spotkania są prowadzone przez samych uzależnionych. Ale Jedzenioholicy mogą także skorzystać z oferty publicznych i niepublicznych ośrodków leczenia uzależnień i tam otrzymają pomoc specjalistyczną.

Monika: Od kilku lat nie objadałam się. Wcześniej myślałam, że chodzi tylko o to, że tak bardzo lubię wcinać. Byłam przekonana, że jestem smakoszem, łakomczuchem i łasuchem. Na spotkaniach AŻ dowiedziałam się, że moje nieokiełznane pragnienie określonych potraw jest chorobą, a nie brakiem silnej woli. Zaczęłam nad sobą pracować. Odkryłam, że już nie potrzebuję objadania, bo zamiast zagryzać smutki batonami, mogę o nich opowiedzieć i przeżyć je z drugim człowiekiem. Od tego czasu schudłam 30 kilogramów, ale przede wszystkim – z mojego serca spadł wielki głaz milczenia.

Literatura:
Nadwaga jest sprawą rodziny, Judi Hollis
Anonimowi Żarłocy, Służby Krajowe Anonimowych Żarłoków
Dlaczego chcesz być gruba, Dorota Sanecka
Grzecznie dziewczynki kończą z nadwagą, Karen R. Koening

Komuś z twoich znajomych przyda się wiedza zawarta w artykule? Powiadom ich o tym! Używając poniższych ikonek. No i nie zaszkodzi polubić 😉

Komentarze
Akceptuję regulamin komentarzy i użytkowania portalu rozumnie.pl

Skomentuj jako pierwszy.